Pod względem urodzaju miniony rok był całkiem pomyślny, ale czy był również korzystny finansowo?
Większość rolników odpowie, że nie. I ta ocena, chociaż subiektywna pokrywa się z danymi Eurostatu - czyli Unijnego Urzędu Statystycznego - który ogłosił, że w Polsce dochody na jednego pracującego w rolnictwie spadły o 12,4 procenta.
Powodem były niższe niż przed rokiem ceny najważniejszych produktów zwierzęcych i niemal wszystkich produktów roślinnych. Mniej płacono za mleko w skupie, owoce i warzywa, zboże. Huśtawka cenowa dokuczała też producentom żywca wieprzowego. I tego braku stabilizacji rolnicy boją się także u progu nowego sezonu. W rolnictwie - jak w każdej innej branży - prognozowanie jest podstawą działalności. A tymczasem doświadczenie uczy, że planowanie może być bardzo złudne. Ale na czymś trzeba oprzeć swoje decyzje. Jaki więc będzie ten rozpoczynający się rok? Czy można się pokusić o jakieś wiarygodne prognozy? Wiele zależy od tego, czy rolnikom będzie sprzyjać aura. A tej przewidzieć się nie da. Ewentualne powodzie mogą być groźne w skutkach, bo budowa zbiorników retencyjnych, które mogłyby zatrzymać wodę ciągle jest tylko w sferze planów. Systemów nawadniających - na wypadek suszy - również brakuje. Przed innymi klęskami też się nie da uciec. A rolnicze ubezpieczenia jeszcze nie spełniają swojej funkcji. Wprawdzie przybywa ubezpieczonych gospodarstw, ale rolnicy skarżą się, że polisy są zbyt drogie a firmy ubezpieczeniowe uzależniają wypłatę odszkodowań od wielu warunków. Kaprysy klimatu dotykają nas coraz częściej i ostrzej. A na stawianie im czoła nie jesteśmy przygotowani. W polityce rolnej poprzednich rządów nie było na to miejsca. A i tym razem na konkretne działania nie ma pieniędzy. Polskie rolnictwo, choć siódme w UE, jest bardzo rozdrobnione. Mamy bardzo wysokie zatrudnienie i bardzo niską wydajność pracy. Nie wykorzystujemy wszystkich możliwości produkcyjnych i wybieramy niewłaściwe kierunki produkcji. Ale jak rolnicy mają wybierać skoro nie ma stabilizacji cenowej w prawie każdej dziedzinie. Gospodarstwo to małe przedsiębiorstwo i nie da się zmienić rodzaju produkcji z sezonu na sezon. I tak się tworzy błędne koło. Dlatego to emerytury, renty i dopłaty bezpośrednie są nadal najpewniejszym źródłem dochodu rolniczych rodzin. A tak przecież być nie musi. Sytuacja na wsi poprawiła się po wejściu Polski do Unii Europejskiej. To efekt dopłat i ogromnej ilości funduszy pomocowych. Ale nasze rolnictwo jest ciągle nie dofinansowane. I jakby coraz trudniej otrzymać unijne pieniądze. Dostępu do nich bronią coraz ostrzejsze i - jak mówią rolnicy - niesprawiedliwe warunki, które preferują „większych rolników". Tak jest w przypadku rent strukturalnych i pomocy dla młodych rolników, które nie tylko że są ze sobą powiązane, ale warunki ich przyznawania z góry eliminują tzw. małorolnych, nie dając im szans na rozwój. Dlatego rolnicy oczekują bardziej zdecydowanej i stabilnej polityki rolnej a także szybszych reakcji Ministerstwa Rolnictwa, rządu i Brukseli na różne niekorzystne sytuacje rynkowe, które wynikają ze słabości systemowych. Czy zatem w tym roku produkcja rolna będzie się opłacać? Na ile będzie to zależało od polityki rolnej, a na ile od aktywności samych rolników? Czy złagodzone zostaną warunki korzystania z unijnych programów pomocowych? Czy łatwiej będzie kupić ziemię z zasobów ANR?
Źródło: TVP Agrobiznes
Zacytuj artykuł na swojej stronie
W celu umieszczenia linku tego artukułu na swojej stronie, skopiuj, a następnie wklej poniży tekst.Podgląd (tak będzie wyglądał link na Twojej stronie):
Rolnictwo 2010Czwartek, 21 Styczeń 2010 Pod względem urodzaju miniony rok był całkiem pomyślny, ale czy był również korzystny finansowo?
Większość rolników odpowie, że nie....
|
Komentarze